Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 5-/6. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 5-/6. Pokaż wszystkie posty

środa, 28 grudnia 2011

Jakow Rapoport - Ostatnia zbrodnia Stalina/ 1953: Spisek lekarzy kremlowskich

Autor: Jakow Rapoport
Tytuł: Ostatnia zbrodnia Stalina/ 1953: Spisek lekarzy kremlowskich
Wydawnictwo: Inst. Wyd. Erica
Ilość stron: 392

     Od dłuższego czasu miałam ochotę przeczytać Spisek lekarzy kremlowskich. Zazwyczaj próby sięgnięcia po tę książkę kończyły się fiaskiem - a to z powodu nawału obowiązków albo zwyczajnego zmęczenia. Jednakże kiedy wczoraj sięgnęłam po dzieło Jakowa Rapoporta, nie mogłam się oderwać od tej pozycji. Nie mówię tu tylko o tematyce, która sama w sobie jest intrygująca, ale do wkradania się w świat ZSRR. Na początku miałam niejakie obawy, czy wywód patologa będzie dla mnie zrozumiały - wszak mógł nadużywać nieznanego mi słownictwa - ale one minęły równie szybko, a po chwili zaczęłam zagłębiać się w ciekawą lekturę.

     Właściwą fabułę poprzedza rozległy wstęp napisany przez córkę autora, Jakowa Rapoporta, Natalię Rapoport. Przyznam, iż od samego początku jej wspomnienia zrobiły na mnie wrażenie. Na początku czternastolatce towarzyszyło zdziwienie; a to, że pokój jest tak mozolnie penetrowany, a to, że pracodawczyni matki może być aż tak apodyktyczną kobietą. Podążałam wraz z Natalią w gąszcz mroku, strach, kiedy nie przyjęto paczki dla ojca po tym, gdy trafił w ręce przeciwników, co mogło oznaczać tylko jedno - śmierć. Autorka nie próbowała tu kolorować prawdy, nie wsławiała się swym cierpieniem, lecz opisała je w zaledwie kilku słowach. Zgoła nie przepadam za krótkimi opisami, lecz tu wydawały się czymś naturalnym. Najlepiej istotę cierpienia p. Natalii oddaje poniższy cytat:

     Dni się ciągnęły - ponure, puste ciemne. (...) Rozumiecie? Nie morderca, nie potwór, nie najgorsza szumowina - lecz profesor. I żył!*

     Relacje są wzbogacone intrygującymi zdjęciami, na których możemy obejrzeć rodzinę Rapoporta. Widać więzi między nimi, więc tym bardziej ponure dni - jak określiła córka pisarza - jawiły nam się jako o wiele bardziej pełne cierpienia. Co innego czytać o uczuciach łączących poszczególnych członków rodziny, a co innego ujrzeć na własne oczy miłość, jaką do siebie pałali. W największe rozrzewnienie wprawiła mnie fotografia przedstawiająca "lekarzy-morderców"

     Spisek lekarzy kremlowskich opowiada o spisku 11 lekarzy, którzy mieli za zadanie niewłaściwie leczyć Stalina. O tych praktykach miała powiadomić 13 stycznia 1953 r. gazeta "Prawda". Wielu z nas zapewne posiada już pewne informacje o tym precedensie, więc postaram się przytoczyć to, co przeczytałam w dziele Jakowa i zrobiło na mnie wrażenie. Ponoć zaczęto doszukiwać się kosmopolityzmu w twórczości artystów. Między innymi poematem E. Bagrickiego, Duma o Opanasie, miał być Żyd - Józef Kogan, zaś w Dniu wtórnym Erenburga doszukiwano się nazbyt wielu obco brzmiących nazwisk. Nie wyobrażam sobie tego, że sztukę szturmowali jej przeciwnicy, przecież wówczas pozbawiało jej się znaczenia, choć w niektórych przypadkach mogła zyskiwać nowe - okryte chwałą i cierpieniem.

     Reasumując, nie pozostaje wam nic innego jak sięgnąć po dzieło Jakowa Rapoporta. Gwarantuję, iż niezmiernie szybko je przeczytacie oraz że zostanie w waszej pamięci na dłuższy czas. Na mnie opowieść o spisku lekarzy zrobiła wielkie wrażenie i z pewnością jeszcze za kilka lat odświeżę pamięć, ponownie zagłębiając się w lekturze. Póki co nie pozostaje mi nic innego jak przytoczyć cytat, oddający kwintesencję i pośredni powód stworzenia dzieła przez patologa: Niech pamiętają o nich ci, którzy przeżyli! Pomogą im pogodzić się z przeszłością...*

* wszystkie cytaty pochodzą z Ostatniej zbrodni Stalina J. Rapoporta


Egzemplarz recenzencki otrzymałam od wydawnictwa Inst. Wyd. Erica, za co serdecznie dziękuję.

czwartek, 11 sierpnia 2011

Marek Ławrynowicz - Korytarz

Autor: Marek Ławrynowicz
Tytuł: Korytarz
Wydawnictwo: W.A.B.
Ilość stron: 181

     Po powieść Ławrynowicza sięgnęłam głównie z powodu obietnic wydawcy. Korytarz miał niekonwencjonalnie przedstawiać śmierć. Zamiast posępnych czarnych kontuszy i woalów kres życia jawi się zupełnie inaczej.
     Już na samym początku stykamy się z wyrafinowanym i czarnym humorem autora. Dzięki niemu z coraz to większą ekscytacją przewracamy kolejne strony, aby poznać dalszy ciąg poszczególnych opowiadań. Bardzo spodobało mi się ujęcie, w jakim widziany jest koniec. Nie jest on przedstawiony jako pełna pośmiertna smutków żałość, lecz jako coś na kształt wyzwolenia. Niekiedy, owszem, nie jest idylliczny, ale dzięki temu czytelnik może obrać własne, dowolne stanowisko i go się trzymać. W powieści obalane są stereotypy, a samo przejście do zaświatów wydaje się być komiczne - tak było w pewnym opowiadaniu, w którym zwłoki zaginęły, a pogrzeb trzeba było zorganizować. Ale jak to zrobić bez trupa? - Zdawało się mówić wszystko wokół, począwszy od ludzi nieznanych głównemu bohaterowi po przyjaciela jego zmarłego dziadka.
     Książka jest podzielona na kilka opowiadań, dzięki czemu niemalże każdy czytelnik jest w stanie znaleźć coś dla siebie. Mi osobiście jedno, dwa opowiadania nie przypadły do gustu, ale każde inne zwiększało zapał i chęć poznania losów pozostałych postaci. To właśnie trzeba przyznać M. Ławrynowiczowi - potrafi zaciekawić czytelnika i zaskoczyć go w najmniej oczekiwanym momencie.
     Styl autora niezmiernie mi odpowiadał. Wyczuwałam tu pokłady komizmu przemieszane z zadumą, jaką wywołuje literatura piękna. Ów połączenie sprawiło, iż dzieło pisarza jest całkowicie odmienne od innych tego gatunku. Jak już wspomniałam Korytarz jest tekstem łatwym w odbiorze, a zarazem wywołującym w czytelniku najróżniejsze emocje. Smutek spaja się z radością, choć na pierwszy rzut oka jest to niedostrzegalne. Dopiero po którymś przeczytaniu potrafiłam zinterpretować dzieło autora w możliwe najlepszy sposób, ale jak wiadomo; ile jest ludzi, tyle interpretacji i nie warto trzymać się jedynej słusznej wersji, lecz wyznaczać nowe horyzonty. Na to pozwala nam rzeczona książka. 
     Na sam koniec postanowiłam wspomnieć o okładce. Widzimy na niej klowna ze smętnym, a może pełnym sprzecznych uczuć uśmiechem, a także jego odbicie, które można dwojako rozumieć. Być może jest zapatrzony z zadumą w przeszłość? A może to przyszłość tak go frapuje? Obwoluta idealnie pasuje do opowiadań, które pełne są sprzeczności.
     Podsumowując, polecam tę lekturę wszystkim spragnionym odrobiny odmienności od fantastyki święcącej teraz triumfy. Łatwy w odbiorze styl autora, wartościowe opowiadania i czarny humor są tym, czego możecie oczekiwać od powieści. Jestem pewna, iż jeszcze nieraz sięgnę po dzieło Ławrynowicza, bowiem z całą pewnością jest tego warte.


Oto cytat z Korytarza, który spodobał mi się najbardziej (str. 45):
" - A czy to ma naprawdę aż takie znaczenie? Człowiek umarł i inni ludzie go pochowali. Ksiądz mówił wzruszająco, orkiestra grała jak należy, czegóż pan więcej chce? A że już inny piękny, zakochany młodzieniec wchodzi właśnie do restauracji? Tak to jest. Jedni wchodzą, drudzy wychodzą i tylko słońce zawsze tak samo wpada przez uchylone drzwi."


                                               O autorze:


Pracował jako robotnik, cukiernik, bibliotekarz. Jest satyrykiem radiowym, poetą i autorem bajek dla dzieci. Zajmował się także poezją wizualną. Pierwszą powieść, "Kapitan Car", opublikował w 1996 roku. Druga, "Diabeł na dzwonnicy" (W.A.B. 1998), przyniosła mu nagrodę Fundacji „Wyzwania” oraz wyróżnienie Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek i Biblioteki Raczyńskich, a jej niemieckie tłumaczenie odniosło duży sukces. W 2000 roku nakładem Wydawnictwa W.A.B. ukazała się powieść "Kino Szpak", dwa lata później także wydana w Niemczech. W 2002 roku na Festiwalu „Dwa Teatry” Ławrynowicz otrzymał nagrodę za słuchowisko "Ameryka wkracza do Malinówka", a w 2003 roku Wydawnictwo W.A.B. opublikowało jego kolejną powieść pt. "Pogoda dla wszystkich". W roku 2006 ukzał się zbiór opowiadań autorstwa Marka Ławrynowicza pt. "Korytarz".



Za książkę serdecznie dziękuję rodzicielce, która dała mi pieniądze na książki o fizyce, a że tamtych nie było, postanowiłam kupić coś innego. Również byłam zdziwiona, że nie narzekała z powodu półek uginających się pod zalegającymi na nich tomami.