sobota, 17 września 2011

Rachel Ward - Numery

Autor: Rachel Ward
Tytuł: Numery
Wydawnictwo: Wilga
Ilość stron: 370

     Śmierć. Właściwie to wiele osób ją sobie wyobraża, widzimy tabolidy informujące o coraz to mniejszym odsetku osób umierających, wielu nowych szczepionkach, a mimo to ponura świadomość, że kiedyś nasze życie dobiegnie kresu nieustępliwie za nami podąża. Czy chciałbyś wiedzieć, kiedy zginiesz? Jem, główna bohaterka Numerów, wie. W jej głowie znikąd pojawiają się numery informujące o śmierci osób, którym spojrzy w oczy. Niektórzy uważaliby to za dar, za możność panowania nad początkiem i końcem, ale tak nie jest. Prawda jest diametralnie inna, bowiem dziewczyna nigdy się nie myli. I jak tu obserwować bliskie osoby, gdy wiesz, że niedługo umrą? W dodatku ucieczka z Londynu, w którym wybucha London Eye, a postać powieści jest jedną z osób, które wydostały się przed katastrofą, co budzi podejrzenia władz. Tak pokrótce prezentuje się niełatwe życie sieroty, córki narkomanki, młodej kobiety z góry skazanej na parszywy los - przynajmniej według nauczyciela.

     Gdy młoda dziewczyna spotyka na swej drodze Pająka - z pozoru osobę, na którą nie zwróciłaby większej uwagi, chyba że z powodu ponadprzeciętnego wzrostu, zostaje uwikłana w dochodzenie, którego podejrzaną zdaje się być ona sama. Z pozoru mało znaczące wydarzenia zmuszają dwójkę przyjaciół do ucieczki z Londynu do miejsca, zapamiętanego przez Pająka jako opokę, w której będą mogli zaznać czegoś na kształt raju. Jak sam chłopak określił, sączyliby napój, spoglądając na wybrzeże. Nawet wiedząc, kiedy młodzieniec umrze, Jem postanawia zataić przed nim prawdę. Moim zdaniem przedstawia tym niebywały heroizm, który, pomimo iż wychowywała się w niezbyt przyjaznej dzielnicy, jest tym bardziej zaskakujący.
- (...) gdybym ci powiedziała, toby ci odbiło. To nie jest w porządku i już.
- A jeżeli komuś zostało mało czasu? Gdyby wiedział, miałby szansę zrobić to, o czym zawsze marzył... (...)
- Tak, ale to byłoby jak życie w celi śmierci, nie? Każdego dnia jeden krok bliżej. Człowieku, mowy nie ma. Nikt nie powinien tak żyć.
     Sposób, w jaki autorka opisuje poszczególne wydarzenia jest zrozumiały dla każdego. Jednakże w znacznej mierze dominuje w nim słownictwo młodzieżowe, co mi osobiście, nie przypadło zbytnio do gustu. To, co jeszcze mnie skonfundowało, to częste przekleństwa wygłaszane przez bohaterów. Rozumiem, że pisarka chciała w ten sposób podkreślić ekspresję wypowiedzi, ale mimo to nie przypadło mi to do gustu. Zaś co do wykreowania postaci, to muszę przyznać, że w tym wypadku bardzo mi się spodobało, iż powieściopisarka nie stara się na siłę zrobić z głównych bohaterów albo nieustraszonych herosów, albo zagubionych dzieci bezgranicznie liczących na pomoc innych. Wiadomo, że Jem oraz Pająk są nastolatkami, toteż zapewne ich zachowania odbiegają od tego, jak zachowaliby się dorośli w porównaniu z tak wielkim zagrożeniem. I mimo ów poczucia kroczących za nimi cieni, próbowali uciec oraz podołać ciążącemu nad nimi poczuciu klęski pomieszanej z przerażeniem.

     Podczas podróży postacie spotykają wiele osób, wiele z nich nastawionych jest przychylnie. Właśnie na to zwróciłam uwagę, ponieważ w życiu nie zawsze zdarzają się ludzie prawi i dobroduszni. Wielu z nich jest bezwzględnymi kłamcami, gotowymi rzucić się na kogoś tylko i wyłącznie z powodu obietnicy sławy, jaka mogła czekać po złapaniu tak poszukiwanych osób. Aczykolwiek i tu nie doznałam wrażenia znużenia, bowiem koniec końców doczekałam się tego, na czym tak mi zależało.

     Przechodząc do strony graficznej książki, muszę dodać, że niezmiernie podobało mi się to wydanie. Wiele razy wydawcy starają się dodać na okładkę jak najwięcej elementów, co niweczy poczucie zagadki będące głównym bodźcem skłaniającym czytelnika do sięgnięcia po daną pozycję. Natomiast w Numerach jest zupełnie inaczej, bowiem biała obwoluta z pozoru nie jest zdobna, lecz przyglądając jej się z pewnej odległości niechybnie dojrzymy numery ją zdobiące. Zupełnie niczym u Jem, z pozoru ukryte w głębi duszy, ostatecznie uwidaczniają się w rzeczywistości poprzez słowa. Co do tekstu, nie jestem w stanie nic mu zarzucić. Wiele razy zdarzało się, iż czytałam coś, co miało masę błędów interpunkcyjnych i literówek, skutecznie odwracających uwagę od akcji, a w ostateczności niepozwalających dokończyć lektury. W Numerach nie znalazłam niczego, do czego byłabym skłonna postulować. Wszystkie litery były dodrukowane (nie zatarte), a i miały odpowiedni rozmiar, co stanowiło miłą odmianę po małej czcionce, jaką często spotykam w starszych dziełach, a mimo to nie potrafię się od nich odwrócić.
Kamienie zawierały fakty: data urodzenia, data śmierci. Numery były w porządku - to słowa niepokoiły: Zasnął. Spoczął w Panu. (...) Odszedł do lepszego świata. (...) Czy to pobożne życzenie, wiara czy przekonania...? Gdybym ja projektowała nagrobek, wytarłabym trzy ostatnie słowa. Zostawiłaby tylko: Odszedł. To było pewne. Czy ktokolwiek na sto procent wie coś więcej...?
     Raeasumując, polecam Numery autorstwa Rachel Ward, osobom raczej w młodszym wieku. Niektórym może przeszkadzać podejście Jem, która jest narratorką tekstu, do pewnych spraw. Wnioskując po niektórych przemyśleniach, jest ona dojrzała jak na swój wiek, a mimo to nie przysposobiła sobie mojej sympatii. O wiele bardziej utożsamiałam się z ekscentryczną babcią Pająka. Jeśli jednak nie jesteś całkowicie pewien, czy przeczytać tę powieść, to zrób to. Lepiej samemu przekonać się, czy jest dla ciebie, niźli coś stracić. Ja za chwilę zacznę drugą część, która podobno jest nieco lepsza od pierwszej. Z tego też powodu z chęcią przystąpię do lektury, będąc świadomą, że to dopiero preludium tego, na co mogę liczyć w późniejszych tomach.

* cytaty pochodzą z Numerów Rachel Ward

     Egzemplarz recenzencki otrzymałam od wyd. Wilga, za co serdecznie dziękuję.

!!! Myślę o zrobieniu konkursu, tylko nie wiem, jakie powieści lubicie. Zatem na północnym wschodzie bloga znajduje się ankieta. Mam nadzieję, że klikniecie, dzięki czemu będę mogła choć w niewielkim stopniu dopasować do was nagrodę. !!!

sobota, 10 września 2011

Piotr Rowicki - Fatum



Autor: Piotr Rowicki
Tytuł: Fatum
Wydawnictwo: Oficynka
Ilość stron: 230

     Przyznam, że o samym autorze niewiele słyszałam. W zasadzie śmiało mogłabym rzec, że zupełnie go nie znałam przed przeczytaniem Fatum. Tak więc skoro jest to pierwsze spotkanie z twórczością autora, który zasłynął z pisania dla młodzieży, a w dodatku z Polakiem, a tych twórczość nieczęsto mam przyjemność czytać. Zapewne to wina tłumaczeń z coraz to większym szturmem zalewających półki wydawnicze, pod którymi to książkami się uginają, z chęcią przystąpiłam do lektury powieści autorstwa P. Rowickiego. Gdańsk, jakiego nie znacie -  te słowa skutecznie zachęciły mnie do sięgnięcia po tę pozycję. Nadzieja na wciągającą, w dodatku lekturę przedstawiającą czasy, które niezmiernie mnie intrygują, jawiła się wyraźniej z każdą wertowaną stroną.

     Fatum, to zbiór dziesięciu opowiadań kryminalnych, które mają jeden wspólny element - akcja każdego dzieje się w Gdańsku. Uwielbiam czytać o tym mieście, które podczas baroku spełniało niezwykle ważną funkcję, przez co wiele nacji zamieszkiwało ów tereny, a niestety nie miałam przyjemności na lekturę zarówno ciekawą w wykonaniu, jak i ogólnym zamyśle fabuły. Tutaj, przyznam, że zupełnie jak we wszystkich zbiorach opowiadań, zdarzały się teksty i lepsze, i gorsze. Aczykolwiek przeważają te pierwsze i to na nich zamierzam się skupić w mojej recenzji.

     Zbiór opowiadań napisany jest lekkim językiem, do którego każdy z łatwością się przekona. Nie oznacza to jednak, że powieść jest przez to mniej wartościowa, bo jest wprost przeciwnie. Może nie ma tu zbyt wielu słów o brzmieniu archaicznym, lecz teksty pokazują Gdańsk takim, jakim był. Bez zbędnego patosu, a groteską. Bohaterowie mają cechy, którymi po dziś dzień wielu ludzi się szczyci. Z łatwością utożsamiałam się z postacią Ketela, zastanawiając się, co też zrobiłabym, gdybym znalazła się w sytuacji takiej jak on. Nie przychodziło mi do głowy żadne rozwiązanie, a raczej były na tyle absurdalne, iż nie brałam ich na poważnie. Mimo to odnalazłam w tak odmiennej od początkowych przypuszczeń historii pewną dozę znajomości, jak gdyby dopiero po przeczytaniu opowiadania wszelkie fakty ułożyły się w spójną całość. Właśnie to najbardziej mnie uwiodło w opowiadaniach autorstwa Piotra Rowickiego - nieoczekiwane zakończenie. W zaledwie połowie, może nawet było to nieco mniej, tekstów domyśliłam się, czym się zakończą. Uważam to za dość duży sukces, bo niewielu pisarzy potrafi zaskakiwać czytelnika. Zwłaszcza, że swojego czasu byłam miłośniczką tego typu lektur, zatem koleje losów zwyrodnialców lub ofiar nie były mi obce.

     Reasumując, polecam Fatum każdemu, kto ma ochotę przeczytać o dobrze wykreowanym świecie, bo chociaż nie zdążycie wyrobić sobie ostatecznego osądu o postaciach, które prędko się zmieniają, to zanurzycie się w historiach, które mogły wydarzyć się naprawdę. Autor pokazuje, że dawne dzieje to nie tylko pięknie ubrane damy, których zapach nie był zbyt miły dla zmysłu powonienia, ale coś więcej. Coś, o czym musicie sami się przekonać. Zatem jeśli macie ochotę na tego typu literaturę, to sięgnijcie po tę powieść. Nie ważne, czy do waszych zainteresowań należy historia, czy po protu tego typu opowieści. Z pewnością dobrze wykorzystacie czas, zagłębiając się w lekturze Fatum.


Egzemplarz recenzencki otrzymałam od wyd. Oficynka, za co serdecznie dziękuję.

!!! Myślę o zrobieniu konkursu, tylko nie wiem, jakie powieści lubicie. Zatem na północnym wschodzie bloga znajduje się ankieta. Mam nadzieję, że klikniecie, dzięki czemu będę mogła choć w niewielkim stopniu dopasować do was nagrodę. !!!

czwartek, 1 września 2011

Danuta Noszczyńska - Pod dwiema kosami

Autor: Danuta Noszczyńska
Tytuł: Pod dwiema kosami
Wydawnictwo: SOL
Ilość stron: 318

     Co przywodzi wam na myśl okładka? Mi sielankowe wakacje dumnego męża z przykładną żoną. Sęk w tym, że ani tytułowy Marian nie jest ideałem, ani jego żona, bo choć zawsze spełnia małżeńskie powinności najlepiej jak potrafi, to nigdy nie zdoła zadowolić małżonka.

     Pod dwiema kosami napisane jest językiem często niepoprawnym, ale za to jakże pasującym do Mariana - głównego bohatera, z którego perspektywy przedstawiane są poszczególne wydarzenia. Chociaż początkowo nie podobał mi się ten zabieg, z czasem się do niego przyzwyczaiłam, a nawet zrozumiałam, że jest tu niemalże konieczny. Gdyby nie on, powieść nie miałaby tego specyficznego klimatu, jakim emanuje. Zaś co do głównej postaci mam same obiekcje. Wprost nie sposób polubić wiecznie dyrygującym bliskimi mężczyzny, w dodatku znajdującego oraz pewnego, iż rzeczone czyny są słuszne. To uświadomiło mi, zresztą taki był zamysł autorki, że wśród nas również żyją tacy ludzie. Dzięki temu powieść nabrała zupełnie odmiennego charakteru, ponieważ miałam wówczas wrażenie, że czytam zapiski człowieka z krwi i kości, który bytował lub nadal żyje nieopodal nas.

     Danuta Noszczyńska zabiera nas w podróż pełną retrospekcji. Zawitamy w życie Mariana, uważanego za dobrego człowieka, pomocnego, kiedy wymaga tego sytuacja (np. chęć zdobycia żony) oraz immoralistę. Książka została naznaczona niebywałym humorem oraz ironią, której nie sposób wyczuć spomiędzy stron. Muszę przyznać, że początek nieco mi się dłużył. Być może wpływ na to miał fakt, iż nie jestem przyzwyczajona do tego typu literatury. Zazwyczaj sięgam po pozycje, w których autor używa patosu, bądź są fantastyką, a tam niemalże wszystko jest nieprawdopodobne. Tutaj natomiast znalazłam się zupełnie gdzieś indziej. Sięgam po książki, aby odwiedzić miejsca nie będące miejscami mojej codziennej tułaczki, a tu nie dość, iż stanęłam oko w oko z sąsiadem, to jeszcze akcja dzieje się w Polsce. Lubię czytać o ojczyźnie, ale w tej powieści przywodzi mi na myśl szary świat, chociaż nie wiem czemu. Czy miało na to wpływ zachowanie męża Apolonii? Czy zazdrość jaką darzył wszelkie dobrodziejstwa dotykające bliźnich? Natomiast zakończenie, a przynajmniej jego część niezmiernie mnie zaskoczyła. Nawet przez myśl mi nie przyszło, że pisarka szykuje dla czytelnika tak niespodziewany finał.

     Na uwagę zasługuje również wątek dotyczący sąsiadów oraz samego Mariana, który darzył tych ludzi niezmienną nienawiścią osnutą goryczą, że mają to, do czego on przez całe życie dążył. Te niesnaski, nie dość, iż poprowadzone żartobliwym tonem przez zainteresowanego, zostały rozwinięte w niemożliwie osobliwy sposób. Owszem, uważniejszy czytelnik dostrzegłby wcześniej, co mogło się wydarzyć potem, ale jako że traktowałam tę powieść jako lekką lekturę nie wymagającą zaangażowania, specjalnie ku temu się nie wysilałam. Chyba to właśnie dlatego tak bardzo skonfundowało, a zarazem zaintrygowało mnie to wszystko. Żywiłam nadzieję, iż zostanie napisane trochę więcej w tym kierunku, ale cóż, widocznie nie można mieć wszystkiego, bo książka zaraz się skończyła. Nawet tego nie zauważyłam. To tylko dowodzi, jak wciągającą pozycją jest Pod dwiema kosami.

     Od zapisków Mariana Żywotnego nie oczekujcie jednakże podniosłych idei, chociaż znajdzie się tam niejaki morał. Jest to raczej miła rozrywka na jeden wieczór. Nie zapadnie wam głęboko w pamięć, lecz pozwoli ukazać w całej krasie człowieka oraz jego wady.

     Reasumując, polecam Pod dwiema kosami autorstwa Danuty Noszczyńskiej osobom pragnącym chwili wytchnienia i zanurzenia się w świat zabarwiony drwiną jak i pogardą (ponieważ taki stosunek miałam do Mariana). Pozwoli wam zrozumieć mentalność niektórych ludzi, wejść do ich umysłów, a także może dać sposobność ku zrozumieniu i wybaczeniu ich błędów. Ktoś, kto oczekuje czegoś na miarę Dostojewskiego, nie odnajdzie się w prozie Noszczyńskiej, lecz nie należy odrzucać tej pozycji tylko z tego powodu. Warto dać jej szansę, nawet jeśli nie przepadacie za tego typu literaturą.


Egzemplarz recenzencki otrzymałam od portalu nakanapie.pl, za co serdecznie dziękuję.

środa, 31 sierpnia 2011

Radosław Sikora - Niezwykłe bitwy i szarże husarii

Autor: Radosław Sikora
Tytuł: Niezwykłe bitwy i szarże Husarii
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Ilość stron: 192

     O Hustarii chyba każdy z nas słyszał. Łopoczące na wietrze skrzydła, postrach jaki siali wśród wrogów oraz niebywała werwa, z jaką przystępowali do kolejnych bitew. Ja sama z wielką chęcią słucham opowieści o dawnych czasach, toteż sięgnęłam po powieść R. Sikory, wierząc, iż będzie idealnie oddawać klimat, jak i wydarzenia w tamtych czasach.

     Po pierwsze, na uwagę zasługuje niewątpliwie przyciągająca wzrok okładka. Widzimy na niej zbrojnego jeźdźca z biało-czerwoną flagą. Utrzymana jest w wyglądzie starej fotografii, która przywodzi na myśl dawne, niekiedy urokliwe wspomnienia. Tak i jest teraz, bowiem nie jedna wygrana walka przysporzyła Polsce powody do dumy. Podoba mi się, że grafik nie silił się na gloryfikowanie postaci, ukazując je w pełnej patosu walce. Ta obwoluta jest wieloznaczna, a zarazem pobudzająca wyobraźnię.

     Co do samej treści, to nie mogę się wiele wypowiedzieć. W książkach o tematyce innej niż historyczna wywlekałabym defekty, bądź też zalety, tu nie mogę. Wiadomo, że to, co było zostało już ustalone, więc dopowiedzieć również nie potrafię zbyt wiele. Wypowiem się za to o przystępnym stylu autora. Nie dość, że poszczególne bitwy są zobrazowane w sposób trafiający do najbardziej odpornego czytelnika, to jeszcze mamy wrażenie, jakbyśmy uczestniczyli w wydarzeniach przedstawionych w powieści. Nie mówię, iż jest to tak jak w innego typu literaturze, ale w dużej mierze z łatwością przyszło mi odnalezienie się w pełnym chwały nastroju następującym po zwycięstwie. Być może sprawił to tylko i wyłącznie fakt, że we wszystkim staram się dopatrzyć się pierwiastka nierealności oraz zachwytu.

     Podróżowanie przez koleje losów Husarii ułatwiają czytelnikowi zamieszczone w środku ryciny. Wielu z nich nie miałam przyjemności wcześniej obejrzeć, toteż z niebywałym animuszem przystąpiłam do wertowania kolejnych stronic, podróżując między słowami a obrazami. Dodatkowo niezmiernie spodobały mi się mapki, które są wydrukowane na takich stronach, aby nie trzeba było przewracać zbyt wielu stron, by do nich dotrzeć. W zasadzie spokojnie śledziłam tekst, bez wysiłku zerkając przy tym na miejsca wydarzeń. Dowiedziałam się dzięki nim wielu istotnych faktów. Moja fantazja różniła się nieco od niezbitych dowodów na miejsce bitew, dlatego też tak cieszę się, że później odpowiednio umiejscowiłam miejsca wydarzeń.

     Reasumując, Niezwykłe bitwy i szarże Husarii, przypadną do gustu niemal każdemu czytelnikowi. Nie ważne czy jesteś pasjonatem historii, czy po prostu poszukujesz informacji do pracy szkolnej. Bez wątpienia tu odnajdziesz to wszystko, a nawet więcej. Zastrzegam jednakże, iż pisarz we wstępie dodał, że osoby, których wiedza w tym kierunku jest minimalna, przeczytały książkę Z dziejów Husarii.


Egzemplarz recenzencki otrzymałam od wydawnictwa Instytutu Wyd. Erica, za co serdecznie dziękuję.

wtorek, 30 sierpnia 2011

Nowości oraz zapowiedzi

26 VIII 2011
Fatum to zbiór dziesięciu gdańskich pereł kryminalnych Najczarniejsze z czarnych, humor, makabra, groteska prosto z barokowej „Wenecji Północy”. W rolach głównych ludzkie namiętności oraz plejada odszczepieńców i zwyrodnialców. Szaleństwo, zbrodnia w afekcie, morderca o skłonnościach poetyckich. Dwór Artusa i podłe spelunki. Port i Wyspa Spichrzów. Zamtuzy i kościoły. Rajcy, kupcy, marynarze, złotnicy i wampiry. Ktoś nastaje na życie Heweliusza? Ktoś sprzedaje podejrzane pomarańcze? A wszystkich łączy niezwykłe miejsce. Oto Gdańsk, jakiego nie znacie. Czas zmierzyć się z demonami przeszłości. Poznajcie nowe oblicze miasta nad Motławą. 


 9 IX 2011
Ich odwaga zawstydzała najdzielniejszych mężczyzn.
Wojna to z pozoru męska sprawa. Zmienia jednak kobiece losy tak samo mocno, jak męskie. Jak żyć w czasach, gdy własne wesele kończy się aresztowaniem przez gestapo, gdy tylko bliski poród wstrzymuje wykonanie wyroku śmierci, gdy powodzenie zadania wymaga nawiązania romansu z wrogiem? Jak zachować kobiecą wrażliwość, gdy wokół panuje okrucieństwo, przemoc i niesprawiedliwość? Gdy najmodniejszym dodatkiem staje się biało-czerwona opaska, a w torebce, obok szminki i lusterka, trzeba schować pistolet?


7 IX 2011
Pierwsza książka nowej serii autorki „Wywiadu z wampirem”!
Bestseller „New York Timesa”!

„Pokuta” to hipnotyzująca powieść o aniele i płatnym mordercy. Metafizyczny thriller, który przeniesie Cię do trzynastowiecznej Anglii. Fascynująca i prowokująca książka o winie i przebaczeniu, miłości i nienawiści, samotności i pięknie.
 

  
19 IX 2011
Mam na imię Ellie. Nie jestem już tą samą dziewczyną, która mieszkała z rodzicami w Wirrawee. Nikt z nas nie jest już taki sam. Boimy się, ale jesteśmy silni i nie tak łatwo nas złamać. Nie chcemy być martwymi bohaterami. Wydaje mi się, że w obliczu niebezpieczeństwa będziemy musieli robić rzeczy naprawdę straszne. Ale nie wiem, jak daleko możemy się posunąć, żeby ocalić najbliższych. I czy będę w stanie kochać kogoś, kto nie zawahał się zabić? Choć nadciąga chłód, jutro może być naprawdę gorąco. Jutro to fenomen. Seria otrzymała kilkadziesiąt nagród w Australii, Stanach Zjednoczonych, Szwecji i Niemczech.


Są to zapowiedzi oraz nowości znalezione na stronach wydawnictw. Wszystkie te książki przeczytałam albo mam zamiar to zrobić. Wprost nie mogę się doczekać, aby sięgnąć po prozę Anne Rice. Pamiętam, że kiedyś uwielbiałam Wywiad z wampirem, więc liczę, że Pokuta również przypadnie mi do gustu. Jednak jeśli ktoś nadal ma obiekcje, czy warto przeczytać powyższe pozycje, to zajrzyjcie do moich recenzji, będących pochlebnymi. Miłego wieczoru pośród kartek (lub innej części dnia/nocy). :D

niedziela, 28 sierpnia 2011

Łukasz Modelski - Dziewczyny wojenne

Autor: Łukasz Modelski
Tytuł: Dziewczyny wojenne
Wydawnictwo: Znak
Ilość stron: 300

     Wojna, to słowo każdy doskonale zna, niektórzy ją przeżyli. Konkluzje nasuwają się same; jedne bardziej, drugie mniej adekwatne, jednak wszyscy widzą w niej główny problem - śmierć. Czai się na każdym kroku, gotowa zagrozić życiu oraz sponiewierać duszę. Mali chłopcy bawią się w bitwy; rzucają do siebie kamieniami, strzelają z procy, ale jak w tym wszystkim ma odnaleźć się kobieta? Na to pytanie odpowie wam książka Łukasza Modelskiego, bowiem w jego powieść nie opowiada, zresztą jak wiele o tej tematyce, o dziarskich mężczyznach, lecz o niepozornych kobietach, które idealnie przystosowały się do tych trudnych czasów.

     Z rosnącym entuzjazmem podchodziłam do dzieła Ł. Modelskiego. Lubię czytać o II Wojnie Światowej, a to, co wynikało z opisu zamieszczonego na okładce stanowiło niejaką innowację. Niemalże zawsze sięgałam po pamiętniki, ale były one albo prowadzone z perspektywy ukrywających się  Żydówek, bądź też mężczyzn działających w AK. Tutaj jest coś zupełnie innego. Nie dość, że poznajemy losy Polek, to jeszcze działają one w obronie ojczyzny. Pozbywają się zahamowań, by pomóc bliskim. Wyruszają na nieznane terytoria, chociaż nie wiedzą, co je tam czeka. A wszystko to w imieniu? Właśnie; czego? Miłości? A może poczucia spełnionego obowiązku patrioty? Jedno jest pewne: tacy ludzie przyczynili się do tego, iż dzisiejszego dnia nasza ojczyzna jest wolna. Jedenaście kobiet, jedenaście innych historii, które pomimo kontrastów łączą się ze sobą. Z zapartym tchem śledziłam losy bohaterek. Niekiedy wzruszałam się do głębi, innymi razy miałam ochotę krzyczeć z bezsilności. 

     Dziewczyny wojenne zostały napisane w narracji 1. os., i choć nie jestem jej wielbicielką, to tu pasowała idealnie. Powieść prowadzona jest zwięzłym, oszczędnym językiem. Autor nie używa zbędnego patosu, bo i wojna go nie ma. To tylko potęguje wrażenie prawdziwości. Wiele razy nie potrafiłam utożsamić się z postaciami przedstawionymi w dziełach literackich z prozaicznych powodów: niektóre były zbyt nierealne, a inne nie wpasowały się w czasy, w których przyszło im żyć. Aczykolwiek tu nie miałam podobnych problemów. Akcja toczy się wartko, a końcowe wyjaśnienie, co działo się później z przedstawionymi w książce kobietami niweluje uczucie niedosytu mogące narodzić się po ostatnim zdaniu danej opowieści.

     Pisarz przygotował się do przedstawienia tak trudnego tematu, jakim jest wojna. Rozmowy z H. Cieszkowską, M. Grodzką-Gużkowską i Barbarą Matys-Wysiadecką, jak i autobiografie pozwoliły stworzyć ów dzieło z należytym szacunkiem dla zmarłych osób, a także tych, które nie zostały tu opisane. Miałam wrażenie, iż za tymi imionami kryją się także inne osoby. Przecież wiele było podobnych Magdalen, które nie zostały opisane i popadły w zapomnienie. Dzięki tej powieści pamięć o nich, bohaterskich dziewczynach, może przetrwać.

     Podsumowując, gorąco polecam Dziewczyny wojenne każdemu. Nie ważne, czy historia należy do waszych zainteresować, czy też nie. Książka niesie ze sobą prawdy moralne, a także niewyobrażalne bohaterstwo. Zmuszone do tego, by przekroczyć tę cienką granicę między dorosłością a byciem dzieckiem, postaci stają się dla czytelnika bliskie i niemalże dojrzewają pod jego okiem. Przechodzą z stadium marzeń o jeździe na łyżwach do szarej rzeczywistości, odsłaniając to, co kryje się za kotarą wspomnień.



Egzemplarz recenzencki otrzymałam od wydawnictwa Znak, za co serdecznie dziękuję.